Podczas pierwszej wspólnej kolacji, pod ostrzałem pytań i współczucia, Elwira czuła się jak na przesłuchaniu. Nie był to miły wieczór, przynajmniej nie dla niej. W końcu padło pytanie o szkołę. Elwira zgodnie z prawdą odpowiedziała, że jest dobrą uczennicą, a jej ulubione przedmioty to matematyka, biologia i chemia.
- Co prawda został jeszcze miesiąc roku szkolnego, ale jeśli chcesz, możesz zrobić sobie wcześniejsze wakacje – powiedział ojciec.
- Mamo, ja też mogę już nie chodzić do szkoły?- zapytała Sophie.
- Nie kochanie, ty musisz chodzić do szkoły - odparła Charlotte ze śmiechem.
- Wolałabym od następnego tygodnia zacząć chodzić na zajęcia - powiedziała poważnym głosem Elwira. - Byłam w mojej starej szkole i uzyskałam odpis ocen. Mam nadzieję, że zostaną one przepisane? - zapytała dziewczyna z lekką obawą w głosie.
- Tak, oczywiście. Rozmawialiśmy z dyrektorem. Będziesz chodziła do tej samej szkoły co Nicolas. Już cię tam zapisaliśmy - uspokoiła ją Charlotte.
- Co zamierzasz studiować po maturze?
- Chcę wrócić do Polski i dostać się na medycynę albo do szkoły oficerskiej. - Na te słowa Nicolas roześmiał się, a jego matka zgromiła go wzrokiem.
- Chcesz być żołnierzem?- zapytał ojciec z podziwem.
- A na którą uczelnię chcesz się dostać?
- Gdynia albo Dęblin. Ale bardziej zależy mi na Dęblinie.
- Będziesz żołnierzem? I pojedziesz się bić? A jak cię tam zbiją? - spytała Sophie z przerażeniem na twarzy, na co wszyscy zareagowali śmiechem. Nawet Elwira po raz pierwszy od śmierci matki uśmiechnęła się.
- Nie kochanie, nikt jej nie zbije. - Uspokoiła córkę Charlotte. - Elwiro, kochanie, chcesz się położyć? Wydajesz się być zmęczona - dodała z troską w głosie, patrząc uważnie na pasierbicę.
- Tak. - Charlotte wstała od stołu i oprowadziła dziewczynę po domu.
Na wprost drzwi wejściowych były schody. Obok sypialnia, a na lewo łazienka, dalej garderoba. W końcu zaprowadziła dziewczynę schodami na górę.
- Tam jest pokoik Sophie, a przy nim pokój gościnny i łazienka. - Wskazała ręką w lewą stronę. - Tutaj jest gabinet twojego ojca. - Pokazała drzwi znajdujące się na wprost schodów. Ale dziewczynę poprowadziła w prawą stronę.
- Tam, na końcu, nad kuchnią jest pokój Nicolasa. Ty zamieszkasz tutaj - powiedziała i otworzyła drzwi na wprost nich. Pokój był średniej wielkości, ściany pokryto kremową farbą. Po lewej stronie od drzwi stało duże łóżko nakryte bordową pościelą, a obok stolik z lampką. Nad łóżkiem wisiał obraz przedstawiający zachód słońca. Przy samych drzwiach znajdowało się eleganckie biurko wykonane, tak jak wszystkie meble w pokoju, z jakiegoś ciemnego drewna. W ścianę na wprost drzwi wejściowych wbudowane były kolejne, szklane, i wysokie okna z widokiem na taras i ogród. Przy ścianie po prawej stronie stał wielki, sięgający do sufitu, regał pełen szafek, półek i szuflad, a obok kolejne drzwi. Na środku pokoju ustawiony był stolik ze szklanym blatem i dwa kremowe fotele, a pod oknami kanapa w tym samym kolorze. Podłogę pokrywał puchowy, bordowy dywan. Oprócz tego w pokoju pełno było pudełek. Elwira domyślała się, że zawierały one jej rzeczy.
- Pudła przyszły wczoraj rano. Miałam je rozpakować, ale wspólnie z twoim ojcem stwierdziliśmy, że lepiej będzie, jak sama to zrobisz. Te drzwi prowadzą do łazienki, będziesz ją dzieliła razem z Nicolasem. Mam nadzieję, że się dogadacie - powiedziała z niekrytą nadzieją w głosie. - Dobranoc - dodała i wyszła, zostawiając Elwirę samą. W nowym pokoju, w nowym domu i z nową rodziną. Czuła się samotna, obca i niepotrzebna. Wszyscy oprócz Nicolasa byli dla niej bardzo mili, a jednak wiedziała, że nie pasuje do tego miejsca. Była intruzem, kimś zupełnie obcym i niechcianym. Z torby, którą wcześniej przyniósł tu ojciec, wyjęła ramkę z portretem matki i postawiła na stoliku przy łóżku. Położyła się i wpatrywała w jej zdjęcie.
- Mamusiu, tak bardzo za tobą tęsknię. Chciałabym, żebyś tu ze mną była - wyszeptała, a z jej oczu popłynęły pierwsze łzy. Nieświadomie ścisnęła krzyżyk, który zawsze nosiła na szyi. Dostała go od matki, gdy miała dziesięć lat. Przytuliła się do poduszki i rozpłakała. Tęskniła. Dlaczego Bóg zabrał jej jedyną bliską osobę? Przecież była tak młoda i piękna, cieszyła się zdrowiem i życiem, była spontaniczna i pełna energii. Takie osoby nie powinny odchodzić. Elwira nienawidziła mężczyzny, który spowodował wypadek. Życzyła mu wszystkiego, co najgorsze. Z drugiej jednak strony sama czuła się winna jej śmierci.
Na tę myśl rozpłakała się jeszcze bardziej.
Przechodząc koło jej drzwi, Nicolas usłyszał płacz. Zatrzymał się na chwilę. Powoli położył rękę na klamce, jednak szybko oderwał ją i ruszył do swojego pokoju, zamykając się w środku.
https://www.youtube.com/watch?v=kR3HRMO7nZg&v=j85iLHc7bC8&autoplej=0&kolorek=123456&typek=1ZAKAZ KOPIOWANIA TREŚCIgrzmot.ogg