sobota, 23 marca 2013

Rozdział III. Pierwsza noc

Podczas pierwszej wspólnej kolacji, pod ostrzałem pytań i współczucia, Elwira czuła się jak na przesłuchaniu. Nie był to miły wieczór, przynajmniej nie dla niej. W końcu padło pytanie o szkołę. Elwira zgodnie z prawdą odpowiedziała, że jest dobrą uczennicą, a jej ulubione przedmioty to matematyka, biologia i chemia.
 - Co prawda został jeszcze miesiąc roku szkolnego, ale jeśli chcesz, możesz zrobić sobie wcześniejsze wakacje – powiedział ojciec.
 - Mamo, ja też mogę już nie chodzić do szkoły?- zapytała Sophie.
 - Nie kochanie, ty musisz chodzić do szkoły - odparła Charlotte ze śmiechem.
 - Wolałabym od następnego tygodnia zacząć chodzić na zajęcia - powiedziała poważnym głosem Elwira. - Byłam w mojej starej szkole i uzyskałam odpis ocen. Mam nadzieję, że zostaną one przepisane? - zapytała dziewczyna z lekką obawą w głosie.
 - Tak, oczywiście. Rozmawialiśmy z dyrektorem. Będziesz chodziła do tej samej szkoły co Nicolas. Już cię tam zapisaliśmy - uspokoiła ją Charlotte.
 - Co zamierzasz studiować po maturze?
 - Chcę wrócić do Polski i dostać się na medycynę albo do szkoły oficerskiej. - Na te słowa Nicolas roześmiał się, a jego matka zgromiła go wzrokiem.
 - Chcesz być żołnierzem?- zapytał ojciec z podziwem.
 - A na którą uczelnię chcesz się dostać?
 - Gdynia albo Dęblin. Ale bardziej zależy mi na Dęblinie.
 - Będziesz żołnierzem? I pojedziesz się bić? A jak cię tam zbiją? - spytała Sophie z przerażeniem na twarzy, na co wszyscy zareagowali śmiechem. Nawet Elwira po raz pierwszy od śmierci matki uśmiechnęła się.
 - Nie kochanie, nikt jej nie zbije. - Uspokoiła córkę Charlotte. - Elwiro, kochanie, chcesz się położyć? Wydajesz się być zmęczona - dodała z troską w głosie, patrząc uważnie na pasierbicę.
 - Tak. - Charlotte wstała od stołu i oprowadziła dziewczynę po domu. 
Na wprost drzwi wejściowych były schody. Obok sypialnia, a na lewo łazienka, dalej garderoba. W końcu zaprowadziła dziewczynę schodami na górę.
 - Tam jest pokoik Sophie, a przy nim pokój gościnny i łazienka. - Wskazała ręką w lewą stronę. - Tutaj jest gabinet twojego ojca. - Pokazała drzwi znajdujące się na wprost schodów. Ale dziewczynę poprowadziła w prawą stronę.
 - Tam, na końcu, nad kuchnią jest pokój Nicolasa. Ty zamieszkasz tutaj - powiedziała i otworzyła drzwi na wprost nich. Pokój był średniej wielkości, ściany pokryto kremową farbą. Po lewej stronie od drzwi stało duże łóżko nakryte bordową pościelą, a obok stolik z lampką. Nad łóżkiem wisiał obraz przedstawiający zachód słońca. Przy samych drzwiach znajdowało się eleganckie biurko wykonane, tak jak wszystkie meble w pokoju, z jakiegoś ciemnego drewna. W ścianę na wprost drzwi wejściowych wbudowane były kolejne, szklane, i wysokie okna z widokiem na taras i ogród. Przy ścianie po prawej stronie stał wielki, sięgający do sufitu, regał pełen szafek, półek i szuflad, a obok kolejne drzwi. Na środku pokoju ustawiony był stolik ze szklanym blatem i dwa kremowe fotele, a pod oknami kanapa w tym samym kolorze. Podłogę pokrywał puchowy, bordowy dywan. Oprócz tego w pokoju pełno było pudełek. Elwira domyślała się, że zawierały one jej rzeczy.
 - Pudła przyszły wczoraj rano. Miałam je rozpakować, ale wspólnie z twoim ojcem stwierdziliśmy, że lepiej będzie, jak sama to zrobisz. Te drzwi prowadzą do łazienki, będziesz ją dzieliła razem z Nicolasem. Mam nadzieję, że się dogadacie - powiedziała z niekrytą nadzieją w głosie. - Dobranoc - dodała i wyszła, zostawiając Elwirę samą. W nowym pokoju, w nowym domu i z nową rodziną. Czuła się samotna, obca i niepotrzebna. Wszyscy oprócz Nicolasa byli dla niej bardzo mili, a jednak wiedziała, że nie pasuje do tego miejsca. Była intruzem, kimś zupełnie obcym i niechcianym. Z torby, którą wcześniej przyniósł tu ojciec, wyjęła ramkę z portretem matki i postawiła na stoliku przy łóżku. Położyła się i wpatrywała w jej zdjęcie.
 - Mamusiu, tak bardzo za tobą tęsknię. Chciałabym, żebyś tu ze mną była - wyszeptała, a z jej oczu popłynęły pierwsze łzy. Nieświadomie ścisnęła krzyżyk, który zawsze nosiła na szyi. Dostała go od matki, gdy miała dziesięć lat. Przytuliła się do poduszki i rozpłakała. Tęskniła. Dlaczego Bóg zabrał jej jedyną bliską osobę? Przecież była tak młoda i piękna, cieszyła się zdrowiem i życiem, była spontaniczna i pełna energii. Takie osoby nie powinny odchodzić. Elwira nienawidziła mężczyzny, który spowodował wypadek. Życzyła mu wszystkiego, co najgorsze. Z drugiej jednak strony sama czuła się winna jej śmierci. 
Na tę myśl rozpłakała się jeszcze bardziej.

Przechodząc koło jej drzwi, Nicolas usłyszał płacz. Zatrzymał się na chwilę. Powoli położył rękę na klamce, jednak szybko oderwał ją i ruszył do swojego pokoju, zamykając się w środku.
https://www.youtube.com/watch?v=kR3HRMO7nZg&v=j85iLHc7bC8&autoplej=0&kolorek=123456&typek=1
ZAKAZ KOPIOWANIA TREŚCIgrzmot.ogg

sobota, 9 marca 2013

Rozdział II. Nowy dom


Elwira nie chciała opuszczać kraju, przecież dopiero trzy dni temu odbył się pogrzeb jej matki! A teraz siedziała w samolocie, wysłana do ojca, którego nigdy w życiu nie widziała, do jego żony i ich dzieci. Podobno mieli dziewiętnastoletniego syna i czteroletnią córeczkę. Przecież ona do nich nie pasuje… Ojciec opuścił matkę, gdy ona była jeszcze malutka. Wyjechał do Paryża i tam po mniej więcej roku poślubił Charlotte i adoptował jej syna. Tylko tyle o nim wiedziała. Na każde urodziny przysyłał jej kartkę z życzeniami, trochę pieniędzy i jakiegoś pluszaka. Tak, jak gdyby nie pamiętał, że ona już nie ma sześciu lat, że już dawno wyrosła z zabawek.

Samolot wystartował. Elwira opuszczała Polskę, swoją ciotkę, przyjaciół. Najważniejszym powodem, dla którego chciała tu zostać było pragnienie odwiedzania grobu matki. Z oczu dziewczyny popłynęły kolejne łzy. Mama… Dziewczyna tak bardzo za nią tęskniła. Chciała ją przytulić, porozmawiać z nią, jest tyle rzeczy, których nie zdążyła jej powiedzieć. I teraz nie będzie miała ku temu okazji. Zadręczała się myślą, że nie była dobrą córką, że poświęcała matce za mało czasu.
No i był jeszcze on... Po co przyszedł na lotnisko? Starała się o nim zapomnieć, a on zjawiał się zawsze w najmniej odpowiednich momentach. Zawsze wtedy, gdy była na tyle słaba, by dopuścić do siebie wszystkie uczucia i wspomnienia, które z takim powodzeniem blokowała gdzieś na dnie swojego serca. Czyżby nadal mu na niej zależało? Nie, to przecież niemożliwe. Musi zapomnieć. On już się nie liczy...

Gdy wysiadła na lotnisku w Paryżu i odebrała bagaże, nie miała pojęcia co począć. Przecież ojca widziała jedynie na jakimś zdjęciu. Jak ona go znajdzie w tym tłumie ludzi? W tej chwili wyglądała niczym małe, zagubione dziecko. 
Nagle podszedł do niej jakiś mężczyzna.
 - Elwira. Kochanie witaj - powiedział po polsku i przytulił ją. Tak, to był jej ojciec. Teraz była tego pewna. Że też ją poznał, przecież nigdy się nie widzieli.
 - Chodźmy. Pewnie jesteś zmęczona. W domu wszyscy już nie mogą się ciebie doczekać. - Wziął jej torby i ruszył w kierunku wyjścia.
 - Przykro mi z powodu twojej matki - powiedział, gdy już znaleźli się w samochodzie.
 - Aha. - Elwira odwróciła twarz w kierunku szyby pod pozorem oglądania miasta. Z jej pięknych oczu popłynęły kolejne łzy.
 - Charlotte, moja żona, przygotowała dla ciebie wspaniałą kolację, a twoja siostra, Sophie, nie może się ciebie doczekać. Nawet nie wiesz, jak się cieszyła, gdy dowiedziała się, że ma siostrę. - Mężczyzna z entuzjazmem obrócił głowę, jednak jego córka ciągle wyglądała przez szybę. - Słyszałem, że matka uczyła cię francuskiego? To dobrze, nie będziesz miała problemu z dogadaniem się z nimi. - Przez całą drogę mówił o swojej rodzinie, o tym, jak się cieszą z jej przyjazdu. Elwira zauważyła jednak, że ani razu nie wspomniał o synu Charlotte - Nicolasie. Coś było nie tak… Może coś się stało? A może nie chciał, by z nimi zamieszkała? Zresztą wcale się mu nie dziwiła. Sama nie chciałaby, żeby jakaś obca osoba zamieszkała z nią i jej matką pod jednym dachem.
Gdy dotarli na miejsce oczom Elwiry ukazał się śliczny dom jednorodzinny, gdzieś na obrzeżach Paryża. Gdy weszła do środka, znalazła się w wielkim holu, bez sufitu. Doskonale widziała różne drzwi na piętrze. Przed sobą miała schody, na prawo od niej było przejście prowadzące do kuchni i jadalni. Dalej salon i to właśnie tam zaprowadził ją ojciec. Pomieszczenie było duże i eleganckie. Nie zdążyła mu się jednak przyjrzeć, bo nagle usłyszała pisk i coś małego przytuliło się do niej.
 - Sophie, daj Elwirze odetchnąć - odezwał się po francusku ojciec. Dziewczynka puściła Elwirę, która usłyszała czyjś perlisty śmiech.
 - Witaj w domu, kochanie - powiedziała młoda kobieta podchodząc i przytulając ją. Charlotte była wysoka i szczupła. Miała czarne włosy i piwne oczy. Uwadze dziewczyny nie uszedł fakt, że wyglądała na młodszą od jej matki.
 - Pewnie jesteś zmęczona po podróży. Proszę usiądź, zaraz będzie kolacja - dodała kobieta. A Elwira posłusznie wykonała polecenie.
 - Nicolas, przywitaj się z siostrą - zwróciła się do chłopaka siedzącego w fotelu. Elwira dopiero teraz zdała sobie sprawę z jego obecności. Był bardzo przystojny, miał krótkie, czarne włosy, ciemne oczy, które zdawały się ją przeszywać. Ubrany był w dżinsowe spodnie i czarną, obcisłą koszulkę. Na obydwu nadgarstkach miał skórzane pieszczochy. Wyglądał wręcz nieziemsko, a jego wzrok z pewnością onieśmielał wiele dziewcząt. Wiele, ale nie ją. Elwirze wydał się zwykłym, rozkapryszonym i niewychowanym kretynem. Powoli wstał z fotela i ruszył przez pokój.
 - Nicolas - powiedział i wyciągnął do niej rękę. Elwira odwzajemniła gest. Chłopak uścisną jej dłoń tak, jak gdyby marzył o połamaniu jej palców. Jednak przez twarz Elwiry nie przeszedł żaden, najmniejszy nawet grymas. Wiedziała, że mieszkanie z nim pod jednym dachem będzie dla niej prawdziwą katorgą. Ale nie pozwoli się zastraszyć, czy też zdominować. Co to, to nie. Niech nawet o tym nie myśli… Nie wie z kim ma do czynienia...
http://www.youtube.com/watch?v=d_zmrKgiRx8&v=j85iLHc7bC8&autoplej=0&kolorek=123456&typek=1
ZAKAZ KOPIOWANIA TREŚCIgrzmot.ogg

niedziela, 3 marca 2013

Scena usunięta - rozdział I

 W pierwotnej wersji książki ciotka Katarzyna i ukochany Elwiry nie byli jedynymi osobami, które żegnały ją na lotnisku. Towarzyszyły im także dwie przyjaciółki dziewczyny - Marta i Beata - które znalazły się na miejscu w ostatniej chwili. To, że fragment ten został usunięty z opowiadania, nie oznacza, że bohaterki nie pojawią się już w późniejszych rozdziałach lub że straciły one na znaczeniu. Zmiana ta była następstwem ponownego napisania całego rozdziału pierwszego, jednak mając na uwadze, jak ważne w życiu Elwiry były jej przyjaciółki, scena ich pożegnania nie mogła odejść w zapomnienie.

 - Elwira! - Głośny krzyk przebił się przez hałas lotniska. Dziewczyna odwróciła się w jego kierunku. Serce przystanęło jej ze wzruszenia, a na jej twarzy pojawił się cień uśmiechu. W jej stronę biegły dwie osoby.
 - Chciałaś uciec bez pożegnania - powiedziała niższa z nich, gdy tylko przystanęły obok niej. Elwira nie była jednak w stanie wydusić żadnego słowa. W jej gardle urosła wielka gula.
 - Ja... - Nie wiedziała co powiedzieć, nie chciała się z nimi rozstawać, co naturalnie sprawiło, że w jej oczach pojawiły się łzy. Stojąca obok blondynka, która nie odezwała się jeszcze ani słowem, wiedziała co dzieje się w głowie dziewczyny. Przytuliła ją, a uścisk ten mówił wszystko. I chwilę później stały tak we trzy, przytulając się, nie wymawiając przy tym ani słowa. Ten gest uspokoił nieco Elwirę.
 - Kocham was - szepnęła cichutko.
 - My ciebie też - odpowiedziała Marta
 - I będziemy tu na ciebie czekały - dodała Beata.
 - Kochanie, już czas. - Stojąca na uboczu ciotka Katarzyna nie mogła dłużej ukrywać wzruszenia.
 - Tak, już idę - powiedziała Elwira. Jeszcze raz przytuliła ciocię i swoje przyjaciółki, po czym ruszyła w kierunku swojego przeznaczenia.
ZAKAZ KOPIOWANIA TREŚCIgrzmot.ogg